Pierwszy w świecie silnik spalinowy

de Rivaz z 1807Rivaz buduje on jakiś dziwaczny przyrząd w postaci pionowej rury, zamkniętej u dołu, a u góry otwartej. W tę rurę wpasuje tłok z dębowego drewna. W dolnej pokrywie rury wytnie otworek, zamykany zasuwą. Wewnątrz dolnej części rury umieści dwa izolowane druciki, połączone poprzez wyłącznik kluczowy z biegunami sporządzonego już dawniej elektrycznego stosu Volty. Z mieszka zawierającego gaz świetlny wpuści trochę tego gazu do rury pod tłok. Teraz – tylko włączyć prąd… Huk, ogień, dym! Drewniany kloc tłoka wylatuje z rury w górę z wielką siłą, wybijając spory otwór w dachu szopy. Nic bardziej nie mogło ucieszyć majora od widoku owej dziury wybitej przez tłok. Jest więc szukana siła. Ona to musi poruszyć pojazd!
Jak to wykonać? Może po prostu połączyć tłok z drągiem, tłoczyskiem, a to tłoczysko – z wahaczem i korbowodem obracającym koło pojazdu. Ale nie, siła wybuchu byłaby za gwałtowna i pojazd musiałby „skoczyć” w przód z taką siłą, że nikt nie mógłby go opanować. A więc trzeba wymyśleć jakieś urządzenie, które pozwoliłoby zamienić gwałtownie wyzwoloną energię wybuchu na powoli, stopniowo działającą energię napędu pojazdu.

De Rivaz poszedł po linii najmniejszego oporu, korzystając ze swych wiadomości, nabytych jeszcze w szkole kadetów. Energia kinetyczna wybuchu ma podnieść ciężki tłok aż do górnego skraju rury, którą można już nazwać cylindrem maszyny. Wtedy podniesiony ciężar uzyska energię potencjalną, która przez opadanie tłoka, w sposób kontrolowany, zamieni się znów na energię kinetyczną, ale przekazaną kołom pojazdu. Zaczęło się więc ślęczenie nad rysunkami, Z nich powoli wyłonił się szkic pierwszego w świecie silnika spalinowego. Oto ciężki tłok, odlany z brązu, połączony jest z tłoczyskiem mającym zębatkę. Gdy sunie ku górze podczas wybuchu gazu, zębatka obraca kółko zębate z zapadką. Teraz wystarczy odsunąć zasuwkę w dolnej części cylindra i wypuścić spaliny. Tłok swym znacznym ciężarem opadnie, pociągając tłoczysko z zębatką, a kółko zębate, sprzęgnięte teraz z bębnem, nawinie na bęben linę, która odwijać się będzie z bębna przymocowanego do koła pojazdu. Wtedy koło się obróci, a cała machina pojedzie.
Trzeba kilkanaście razy spowodować wybuch, ustalić, ile należy wpuścić gazu, aby tłok został wypchnięty aż do samej góry cylindra, ale nie wyskoczył; w której chwili otwierać zasuwkę dolnego otworu do wypuszczenia spalin; ile zwojów liny nawinąć na bęben koła pojazdu. Powoli wynalazca opanowuje operowanie gazem i zasuwką. Za każdym napełnieniem cylindra gazem i włączeniem prądu tłok wystrzela ku górze, a opadając, obraca bęben i koło pojazdu, uniesione jeszcze nad podłogę szopy. Konstrukcja zdaje egzamin.
Nadchodzi czas na próbę generalną. Pojazd staje czterema kołami na ziemi. Wprawdzie nie ma on jeszcze urządzenia do kierowania i hamowania, ale na takie „drobiazgi” przyjdzie czas później. De Rivaz zajmuje miejsce na pojeździe tuż za pionowo sterczącym cylindrem. Jedną dłonią chwyta za zasuwkę otworu wydechowego, a drugą otwiera kurek dopływu gazu. Wszystko gotowe do „jazdy”. Major zdecydowanym ruchem naciska włącznik prądu. Następuje znany mu już dobrze wybuch w cylindrze. Tłoczysko wylatuje ku górze ztrzaskiem mechanizmu zapadkowego i zastyga w bezruchu. Pojazd został „naładowany” energią potencjalną.
Dłoń ciągnie dźwignię zasuwki wydechowej! Spaliny ze świstem wylatują przez otwór. Ciężki tłok wraz z tłoczyskiem sunie w dół. Bęben obraca się żwawo nawijając linę. Koła wozu zaczynają się obracać. Wóz rusza szparko z miejsca, przebywając w sekundę odległość dzielącą go od ściany szopy. Uderza w nią z całym rozpędem… Łamią się deski, pęka rama wozu, wali się cylinder wraz z całym urządzeniem napędowym, łamie się przednia oś pojazdu. Wśród trzasku i huku, przez wybity w ścianie otwór i okna szopy wydobywa się na zewnątrz potężny kłąb dymu i kurzu. Biegną sąsiedzi na pomoc. Znajdują w zrujnowanym warsztacie pod szczątkami pojazdu, ogłuszonego i pokaleczonego, ale uszczęśliwionego wynalazcę . Nikomu z obserwatorów zdarzenia nie przyszło na myśl, że oto stał się świadkiem historycznych narodzin samochodu z silnikiem wewnętrznego spalania, który za sto pięćdziesiąt lat rozwinie szybkość prawie 1000 km/h, przebywając kilometr w nieco powyżej 3,6 sekundy (1965 r. – Craigh Breedlove – 600,841 mil ang. na godzinę).
De Rivaz otrzymał francuski patent 30 stycznia 1807 roku.